MAN TGM 4×4: Specjalista od gaszenia pożarów lasów
Coraz częstsze lata z rekordowymi upałami i wielotygodniowymi okresami suszy sprawiają, że pożary lasów i nieużytków […]

Takie wyzwanie pojawiło się, gdy Matthias Syrbe, pracownik działu planowania, poprosił o wsparcie w transporcie mebli na cele charytatywne. Meble miały dotrzeć na Węgry, co oznaczało ponad 2000 kilometrów tam i z powrotem.
Kierownik operacyjny Hans-Jürgen Westerhoff chciał pomóc, ale jedynym dostępnym pojazdem była ciężarówka elektryczna Renault Trucks E-Tech D. Matthias Syrbe i jego pilot uznali to za doskonałą okazję, by ją przetestować.
Czy nie miał wątpliwości, ruszając elektryczną ciężarówką z Nadrenii na Węgry?
– Szczerze mówiąc, na początku się zastanawiałem: „Czy to się uda?”. Trasa była długa i wymagała odpowiedniego przygotowania. Na szczęście mój pilot wspierał mnie w planowaniu i przekonał, że razem damy radę. Decyzja zapadła szybko – opowiada Matthias Syrbe.
Największym wyzwaniem było zaplanowanie miejsc ładowania odpowiednich dla ciężarówki. Kierowca i jego pilot korzystali z różnych aplikacji, aby dokładnie opracować trasę i wybrać punkty ładowania w pobliżu autostrad, co pozwoliło zminimalizować czas postoju. Przed wyjazdem musieli też dobrze poznać pojazd – jego zasięg, czas ładowania i możliwości akumulatorów. Mając te informacje, czuli się spokojniej, choć cały czas z szacunkiem podchodzili do skali wyzwania.
Pojazd przeszedł próbę bez zarzutu. W drodze na Węgry nie było żadnych problemów. W drodze powrotnej pojawił się chwilowy błąd systemu, ale po 10 minutach zniknął i nie miał wpływu na pracę ciężarówki. Cała podróż była przyjemnością, a pojazd okazał się niezawodny.
– Nie w pełni. Okazało się, że część informacji o stacjach ładowania była nieaktualna. Musieliśmy ładować akumulatory dziewięć razy, co wymagało dużej elastyczności – niektóre punkty były ciasne, inne w ogóle nieprzystosowane do ciężarówek. Często trzeba było blokować miejsca parkingowe, co nie było idealnym rozwiązaniem – dodaje Matthias.
– Raz zrobiło się naprawdę nerwowo. Wybraliśmy stację ładowania o mocy 330 kW, ale na miejscu okazało się, że dostępne jest jedynie 45 kW. To zrujnowało nasz harmonogram. Po kolejnych poszukiwaniach znaleźliśmy stację, która niestety okazała się zbyt niska dla ciężarówki. Musieliśmy odjechać z zaledwie 10% naładowania. Ostatecznie dotarliśmy do odpowiedniego punktu z zapasem 2% energii w akumulatorach. Ta sytuacja była stresująca, ale dowiodła, że pojazd może przejechać aż 354 kilometry, gdy liczy się każdy procent – mówi kierowca Dachsera.
Elektryczna ciężarówka Renault Trucks E-Tech D jest niezawodna, ale infrastruktura ładowania na autostradach wymaga poprawy. Pomimo trudności, Mattthias chętnie wybrałby się w kolejną taką podróż – wie teraz, na co zwracać uwagę. Wierzy też, że w przyszłości infrastruktura ładowania stanie się bardziej przyjazna dla użytkowników.
Podczas tej trasy dwóch kierowców pokonało 2200 kilometrów, zużywając 1690 kWh energii elektrycznej. To pozwoliło zaoszczędzić około 1,1 tony CO2 w porównaniu z nowoczesną ciężarówką z silnikiem wysokoprężnym.
(s), fot. Dachser
Coraz częstsze lata z rekordowymi upałami i wielotygodniowymi okresami suszy sprawiają, że pożary lasów i nieużytków […]
Przez lata telematyka w transporcie kojarzyła się przede wszystkim z lokalizacją pojazdu, czasem pracy kierowcy i […]
Autoryzowany serwis Scania w Sieradzu rozpoczął działalność w nowej lokalizacji przy ul. Górka Kłocka 15. Obiekt […]







